Wewnętrzny głos

Wewnętrzny głos - coaching, trener, warsztaty

Na początku wojny moja Babcia Ślązaczka siedziała spakowana w pociągu z dwójką dzieci (w tym moją mamą) i walizami. Razem z nią wielu jej sąsiadów  z rodzinami i bagażem. Wszyscy gotowi, żeby uciekać na wschód przed nadciągającymi wojskami niemieckim. Na dworcu zamieszanie, tłumy ludzi w pociągu i na peronie, płacz dzieci, hałas. Pociąg miał zaraz odjechać. I wtedy Babcia nagle wstała, wzięła dzieci, bagaże, wysiadła z pociągu i oznajmiła, że nigdzie nie jedzie. Nie zamierza tułać się i ciągnąć dzieci w nieznane.

Ludzie w pociągu pukali się w głowę. Co było dalej? Mimo kilku niebezpiecznych momentów wszyscy przeżyli szczęśliwie wojnę. Natomiast ich sąsiedzi i znajomi wrócili – ci którzy przeżyli – do domów po kilku miesiącach tułaczki po stodołach, w okropnych warunkach, chorzy, wycieńczeni i najczęściej bez dzieci, które poumierały na tyfus.

Gdy pytałam Babcię jak to się stało, dlaczego tak zrobiła – mimo nacisków i zdumienia wszystkich wokół – mówiła zawsze, że tak po prostu poczuła, poczuła, że musi to zrobić i już.

Z rodziny takich kobiet pochodzę. Kobiet, które szły za swoim głosem, przeczuciem, intuicją, często na przekór wszystkim. Kobiet, które miały dość siły, aby słuchać siebie, nie innych. Oczywiście nie zawsze i nie w każdej sytuacji im się to udawało im i nie zawsze udaje się to mnie. Gdy mam wątpliwości, zawsze wtedy przypominam sobie tę historię. Dodaje mi ona siły i wiary w to, że zawsze warto słuchać wewnętrznego głosu, usłyszeć go w zgiełku i szumie głosów innych ludzi, głosu naszego ego, albo wewnętrznego krytyka.

Zapytacie pewnie jak to zrobić. Nie mam recepty, ale wiem, że jest wtedy spokój, radość i pewność – w sercu…? w duszy…? w ciele…? Czasem wystarczy usiąść na chwilę w parku albo w zacisznym miejscu, pooddychać… A czasem po prostu poczuć, że tak muszę zrobić i już, choć wszyscy wokół pukają się w czoło 🙂 Może już macie takie momenty ze swojego życia, gdy właśnie ten głos Was poprowadził? Przypomnijcie sobie, co wtedy czuliście. Bo gdy raz go usłyszycie i poczujecie – będziecie wiedzieć, że to on i nie pomylicie z niczym innym. Przypomnijcie sobie także chwile, gdy go nie posłuchaliście, mimo, że krzyczał bardzo głośno. Jak się to skończyło? Podzielicie się ze mną swoimi historiami?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *